4-19.10

Nie zdążyłem dobrze mrugnąć powiekami, a minęły już prawie dwa miesiące od ostatniego wpisu 😮😮😮. To tylko pokazuje jak czas szybko mija. To co było wczoraj, to już historia, a co będzie jutro? Nie wiem. Dlatego trzeba cieszyć się z tego co tu i teraz. Ostatnie tygodnie jakieś takie ponure. Jak zawsze w tym okresie, szybciej lub później przechodzę jakaś taką jesienną depresje. Wydaje mi się, że teraz zaczęła się szybciej niż w tamtym roku. 😑😑. Na to wszystko nałożyła się jeszcze 2 tygodniowa choroba – ostre zapalenie zatok. Wydaje mi się, że w dużej mierze przyczynia się również do mojej jesiennej depresji miejsce mojej pracy. Nadchodzą ciężkie czasy dla branży i ogólnie dla handlowców. Sprzedaż umiera śmiercią naturalną. Wszystko za sprawą tej pseudo politycznej wojny przede wszystkim, a w drugiej kolejności ludzi, którzy są pazerni i sami nakręcają gówno burze. Wszystko masakrycznie drożeje na półkach sklepowych. Teraz na to wszystko nakłada się ciężki kryzys energetyczny, który myśle że będzie największym problemem od lat i dopiero przełoży się to na cenę ostateczna dla klienta. Oczywiście ludzie w bojaźni o jutro, podkręcają wszystko, żeby zarobić jak najwiecej na ludzkim nieszczęściu. Tona jakiegoś obsku*wiałego szajskiego ekogroszku na oficjalnej stronie pgg 1800 zł. Można kupić maksymalnie 3 tony. Ktoś to musi przywieźć, rozkruszyć i załadować w worki. 7,5k myśle że ostatecznie tyle wyjdzie za 3 tony. Jakiś kur*wa dramat. Rok temu za te pieniądze kupiłbym 8 ton dobrego groszku, a teraz sprzedają jakiś szit. Zadecydowaliśmy ostatecznie, że z bratem i tatą plus tam pewnie jeszcze ktoś pójdziemy do lasu urobić trochę opału na zimę. Je*ać prądem ten ekogroszek i wszystkich, którzy są odpowiedzialni za spowodowanie takiej sytuacji. Siedziałem nie wiem ile, miesiąc, dwa nie wiem i w końcu raz udało mi się kupić tonę groszku. Dobre i to, ale ile nerwów i mięsa wyrzuconego z moich ust. To jest jakiś obłęd. Kupiłem rodzicom tonę opału na tej stronie pgg.pl. Nic mnie tak dawno nie wku*wiało jak próba zakupu tam. Normalnie idzie wyjść z siebie i stanąć obok. Podjąłem kilkanaście razy próbę, ale to nie jest na moje nerwy. Podziwiam mamę, siedziała tam 4 miesiące i nic. Mi sie udało, ale tylko tonę. Rodzice potrzebują minimum 2, ale teraz maksymalnie można jednorazowo kupić tonę pakowanego w worki.. straszne gówno. Szkoda wirtualnych literek na opisywanie tego syfu.

Nie chciało mi się pisać, z racji na moją jesienna chandrę. Zawsze tak mam. Nie chce mi się od jakiś 4 tygodni zupełnie nic, a obowiązków mam milion. Do tego pogoda jest jaka jest, na działce jeden weekend odpadł, przez pogodę. Tata przyjechał w piątek wieczorem pociągiem a w sobotę o 7.23 już był na powrocie, bo tak padał deszcz, że koniec świata. Na szczęście ostatnio był ekstra ładny weekend i polecieliśmy z tatą jak zawsze na pełnej szpuli. Pracowaliśmy od świtu do nocy, ale skończyliśmy murowanie fundamentów z bloczka, zostają tylko szalunki na rdzeniach, betonik, izolacja pionowa fundamentów i może w tym roku udałoby się jeszcze to zasypać, ale będzie ciężko. Ogólnie sytuacja z budową wywołuje we mnie też mieszane uczucia. Działamy, ale zdaje sobie sprawę, że bez kredytu to będziemy budować ten dom 15 lat. Mimo ciężkich czasów, musimy wziąć niemały kredytinio. Trudno, młodsi nie będziemy, tu za blok płacimy furę kebzy, nie ma na co czekać. Banki podobno schodzą ze swojej marży, z racji na brak zainteresowania kredytami. Fatalne czasy na cokolwiek 🤣. Zazdroszczę tym, którzy maja swój kawałek podłogi bez kreski. Życie staje się trochę inne.. No nic mam nadzieje, że mi też będzie sprzyjał los i do 40 spłacimy ten kredyt 🤣🤭😝. Nie chce mi się chodzić do pracy. Nie chce mi się wstawać. Najchętniej przespałbym cały dzień pod kocykiem. Do tego 2 tygodnie bite byłem na zwolnieniu lekarskim. Poskładało mnie konkretnie.

W sumie to dlatego nic tu nie pisałem, bo musiałbym wylewać swoje żale i pisać same smutne rzeczy. Rośnie mi brzusio, bo jem dużo. To też standardowy proces u mnie. W tymże okresie co roku, częstotliwość spożywania artykułów spożywczych przekracza u mnie zdecydowanie normę. Budzi się we mnie w tym okresie instynkt niedźwiedzia, ale nie taki, jak każdy myśli, że ryk, dużo krwi i agresji, poszarpane mięso. Nie o takim instynkcie myśle. Bardziej mam na myśli instynkt przetrwania zimy i po prostu składowania dodatkowego tłuszczyku w dolnych okolicach mostka aby spokojnie zapaść w sen zimowy. Myśle, że na wadze jakieś 5kg do góry. Drama. No może przesadzam z tym, że pisałbym same smutasy, nie wszystko było smutne, ale w takim ponurym anturażu nie idzie pisać wesołych historyjek. Do tego splot wielu różnych wydarzeń i tak nie mrugnąłem okiem i minęły dwa miesiące 😅😂

JESIEŃ

Oficjalnie już zaczęła się jesień jakiś czas temu. Jak idzie wywnioskować z tekstu wyżej, średnio lubię tę porę roku, głównie ze względu na pogodę. Pada, wieje, zaczyna szybko robić się ciemno. Depresyjna aura unosi się wszędzie. Są jednak dobre strony medalu i o nich tu wspomnę. Od małolata mama zaszczepiła we mnie miłość do zbierania grzybów. Uwielbiam ten klimat. Pierwsza sprawa – las. Nic mnie tak nie relaksuje jak las. W połączeniu z górami to już w ogóle. Kocham spacerować sobie po lasku, a jeszcze do tego jak trafiają się piękne okazy, które stworzyła sama matka natura, to nawet bardzo kiepska pogoda nie jest mi w stanie popsuć humoru danego dnia. Oczywiście nie jedna osoba powie, ze jeszcze liście żółkną i nabierają ekstra kolorów. No niestety ja, można powiedzieć pozbawiony pewnych umiejętności widzenia kolorów nie podniecam się tym aż tak bardzo, ale to fakt, że drzewa wyglądają zjawiskowo. Tak czy owak grzyby to największy plus jesieni. Zawsze jak jadę do rodziców na week to z mamą sobie jeździmy na grzybki. Jak jestem w Pzn, to wtedy rzadziej jeżdżę, bo po prostu nie mam czasu albo jak kończę robotę o 15 to jak. Jak mam jechać godzinę czy półtorej i stać w korkach zanim wyjadę z poznania i później zajechać na miejsce i patrzeć, przy okazji się wkur*iając na poucinane korzonki to dziękuje bardzo. Ja to muszę być w lesie o 7-8. Jak już wychodzę z lasu o 11 z pełnym wiaderkiem grzybów, to nie przeszkadza mi 38 samochodów w lesie. Oczywiście jednym z powodów dla których jeżdżę rano to fakt, że nie nawidzę jak małe dzieciary niewychowane latają po lesie i drą japy jakby je wypuścili z wariatkowa. Ja wszystko staram się rozumieć, że to las, że wolna przestrzeń itp. Nikt jednak nie powie mi, że jakby dziecko było wychowane dobrze, to w lesie również potrafiłoby się zachować. Ja jeżdżę z mama na grzyby od ponad 20 lat. Tez byłem mały i jakoś nie darłem mordy na cały regulator, nie niszczyłem drzew i np. trujących grzybów, bo po co. Dramat. Oczywiście spotykam też bardzo dużo wychowanych dzieci z rodzicami w lesie, które potrafią się zachować. Jednak wystarczy dwójka dzieciaków w lesie w obrębie kilkuset metrów, którzy krzyczą w niebogłosy i nagle tak mnie to rozstraja, że przestaje widzieć grzyby. Serio xDD od razu odbijam jak najdalej. Teraz ja zaszczepiłem w mojej ukochanej zbieranie grzybów. Pewnie nikt by tego nigdy nie obstawił na zakładach bukmacherskich, że N. kiedykolwiek będzie sama chciała jechać na grzyby. Złapała bakcyla i lata razem ze mną 😁. Już w tym roku nazbieraliśmy trochę grzybów w pięknych lasach, często innych, szukamy tego jednego, wyjątkowego. Tam gdzie się wychowałem, mam już pare swoich miejscówek. Tu jeszcze nie bardzo.

😁😁
Ten grzyb ma wiele nazw, u nas mówi się na to kozia broda. Co wychodzi z tego zupa, mistrzostwo.
Jak sezon grzybowy, to nie może zabraknąć gwiazdy wieczoru. Kotlety z kani z kluskami śląskimi (kluski sam robiłem 🌝) i sosem borowikowym. 11/10.

Teraz znów pada deszczyk, to grziby bedo. I tak się toczy to wszystko. Pisze tego posta chyba z 2 tygodnie. Ten tydzień też szalony. Co dzień wyjście z domu o 7-8 i powrót o 20, bo sporo spraw jakiś takich jest do ogarnięcia, że brakuje dnia na cokolwiek. Na termy wybieramy się też już myśle z dobry miesiąc i nie możemy dojechać, bo zawsze coś wypadnie. Dzisiaj również misja do ogarnięcia i później do znajomych, bo dawno nie byliśmy. Jutro do koła, w piątek do Warszawy, a w sobotę do mojego chrześniaka na roczek. 🤣🤣 grafik napięty jak plandeka na żuku. W niedziele chwila odpoczynku i w poniedziałek wskakuje znów do karuzeli, na której czas ucieka przez palce. Za chwile też urodżinsy mojej ukochanej, chwila listopada i trzeba pisać list do Mikołaja. Kiedy w tym wszystkim znaleźć czas na przyjemności, budowę domu i pozostały milion rzeczy do ogarnięcia. Nie wiem. Mam nadzieje, że niedługo odpocznę, bo już jestem zmęczony tym rokiem i tym wszystkim dookoła. Nie miałem urlopu, znaczy miałem, ale pracowałem 4 razy ciężej na urlopie niż w pracy 🤣🤣🤣. Dobrze, że mam N. Jakoś to ma wszystko większy sens. Kończę ten mały wpis utworem który ostatnio sobie upatrzyłem, na ten ulubiony z płyty.

Zoooooobacz jak się łaaaaadnieeeeee pali, zooobacz jak Ci ładnie w tej sukience 🎶🎶🎶🎶🎶🎶

Trzymajcie się wariaty, nie dajcie się wydymać, zło czycha wszędzie. 🥁badum tsss🥁

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: